ďťż
They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.
Podobne

an image

Alleluja! W samą porę dwa debile zorientowały się, że są dla siebie stworzeni!

Czekano go z powrotem. Biały, któremu zdradą nieochybną głowę nabito, gdy się tylko stary młynarz z powrotem zjawił, natychmiast do siebie pozwać go kazał. Było to w naturze słabego a gwałtownego człowieka, iż gdy wziął co do serca, stawał się okrutnym. Szło mu też o to, aby Fryda słabości się jego nie urągała. Sam książę zszedł do izby na dole, w której już pachołkowie przywiedzionego młynarza trzymali. Blady był i drżał stary opasły człek, ale z oczów jego oprócz trwogi i gniew okrutny tryskał. Biały wpadł nań rozsrożony jak dzik. - Mów prawdę - krzyknął - ja wiem wszystko! Uknułeś zdradę ty z zięciem twoim. Znosicie się z wojewodą, chcecie mu mnie wydać i zamek. Hanko, złożywszy ręce, bełkocząc, się wypierał. Wejrzenie człowieka zuchwałe, będące w sprzeczności z postawą uniżoną, zaparcie się, rozjątrzyło Białego. - Na męki cię każę wziąć! - zawołał. - Męczcie mnie, jak chcecie - jęknął Hanko - jestem niewinny. U księcia, gdy wpadł w ten stan szaleństwa, od słowa do czynu nie było daleko. Chciał natychmiast dać go na męki, ale się okazało, że tych klub, sznurów i całego przyrządu, jakiego naówczas używano do wyciągania stawów, nie było na zamku. Uszedłby może podejrzany Hanko, gdyby w progu zbój Bylica, który wszędzie księciu się nastręczał, nie pokazał się ze złym uśmiechem na skrzywionych ustach. Miał on do młynarza srogą urazę, że mu się obedrzeć nie dał i obchodził się z nim lekceważąco. - Miłościwy Książę - rzekł, przestępując próg i kłaniając się nisko. - Nie potrzeba ani klub, ani żadnego przyrządu, my umiemy i bez tego z ludzi prawdę wyciągnąć... Biały słuchał. - A jak? - Niech mi Miłość Wasza pozwoli, ja go tu zaraz jak należy wyspowiadam. Hanko spojrzał nań, jakby o miłosierdzie błagał, ale już było za późno. Bylica zemsty pragnął. W pośrodku izby stał ciężki, ogromny stół dębowy; na dany przez księcia znak, Bylica z wielką rozkoszą i wesoło, jakby na zabawę szedł, z pachołkami ujął Hankę, związał go i na ów stół wyciągniętego położyć kazał. Nieszczęśliwy starzec drżał, nie wiedząc, co z nim poczną, błagając księcia o miłosierdzie i poprzysięgając, że jest niewinny. Nic to nie pomogło. Bylica pachołkom kazał przynieść świece i pochodnie, inogi obnażyć staremu, i gdy książę, nieco strwożony, cofnął się w głąb od tego widoku, sam począł z czeladzią piec stopy młynarza. Czas jakiś Hanko jęczał tylko, wyrywały mu się krzyki boleści, które cały zamek ściągnęły pod okna, zbiegli się ludzie. Bylica, który serce miał okrutne, swoje robił, nogi się skwarzyć poczęły, Hanko rzucał się w boleściach okrutnych, na ostatek krzyknął, że powie wszystko. Natychmiast książę dał znak i pochodnie od popalonych już stóp odjęto. - Mów! - zawołał, przystępując, Biały. Wejrzenie, które Hanko rzucił na niego, pełne było wzgardy i gniewu. - Tak! - krzyknął młynarz. - Zamek i ciebie poddać chciałem, ale nie ja jestem zdrajcą, tylko ty, coś przeciw królowi twemu i mężowi siostrzenicy swej szedł zdradą, tak, słałem do Sędziwoja, byłbym mu wrota otworzył, aby dla ciebie ludzie darmo nie ginęli. Biały, gdyby nie wstyd jakiś, sam byłby się rzucił na młynarza, ludzie bić go poczęli, Bylica mu gębę policzkiem zamknął. Widok był straszny i przejmujący. Zwiększyło okropność to, że wpadł na krzyk zięć Mańko, który jak szalony rzucił się naprzód do teścia, potem na kolana przed księciem, błagając go za starym i ofiarując okup, życie swe, wszystko, byle życiem go darował. Hanko sam milczał. Księciu oczy dziko zaświeciły. - Masz jeden sposób ocalenia jego i siebie - zawołał podniesionym głosem. - Pójdziesz natychmiast do obozu Sędziwoja i powiesz mu ode mnie, rozumiesz, ażeby jutro się tu stawił z ludźmi niewielą, a ja otworzę mu zamek i poddam. Powiedz, że głód nas do tego zmusza. Puścim ich tu" puścim, a potem wyrzeżem do nogi! To mówiąc, książę zatarł ręce i śmiał się. Mańko klęczący objął nogi jego i poprzysiągł, że sprawi, jak mu przykazano. Hankę, który na popalonych nogach stać nie mógł i jęczał z bólu strasznego, kazał książę pachołkom wziąć i rzucić do więzienia. Sam, jak gdyby już był zwycięzcą, wyszedł zaraz chwalić się tym, co uczynił, do Frydy. Krzyk i wrzawa w czasie tego okrutnego męczeństwa, na dole dokonywającego się, już były Bodczankę zaniepokoiły, i domyślając się jakiegoś wypadku, biegła szukać księcia. Drżąc z gniewu i szału, w jaki wpadł, Biały począł żywo, jąkając się, bełkocząc, śmiejąc dziko, opowiadać, jak wielkiego dokonał czynu. Czekał od niej pochwały i uwielbienia dla rozumu swego i okazanej siły; Fryda zmarszczyła się, ramionami poruszyła i odparła sucho: - Wolałabym, abyście w polu i po rycersku walczyli. To mówiąc, odwróciła się i poszła zamknąć się w swojej komorze