Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
Ten 81 właśnie kraj chciał hetman zaporoski uczynić dziedzictwem swego rodu. Zaczął uprawiać politykę dynastyczną, która nie budziła specjalnego zapału w Kozakach. Jan Kazimierz stanął w obozie pod Żwańcem, aby nie puścić Chmielni- ckiego i ordy do oblężonej Suczawy, gdzie bronił się - i zginął od polskiej kuli działowej - młodszy Chmiel, Tymoteusz. Jaki był sens akcji królewskiej? Co wadziło Rzeczypospolitej, że przeciwnik zaplątał się w karkołomne przedsię- wzięcia i zaczął ponosić poważne niepowodzenia z rąk trzecich? Na te pytania najtężsi historycy nie znajdują odpowiedzi. Żołnierza, który przyszedł pod Żwaniec, ledwie się przedtem udało odwieść od myśli o rokoszu, bo żołd zalegał za lata cale. Teraz bezczynni, przez miesiące w jednym i tym samym miejscu trzymani ludzie tonęli w jesiennym błocku, głodowali, kostnieli pozbawieni opału. Chorągwie, najęte przez powiaty, przy pierwszym alarmie ogarnął popłoch tak znaczny, że trzeba było siłą uspokajać wojaków, a kilkunastu powiesić. Wiersz na cnotę tych rycerzy zwraca się do nich w sposób swojski: Stój, nie uciekaj, żołnierzu wybrany, Dokąd tak prędko bieżysz zmordowany? Rozumiesz, że cię już nie znajdzie doma Zguba widoma? Pewnie cię żonka pod podotek skryje, Kiedy czas przyjdzie i grom cię zabije, Choćbyś się zamknął w lamus murowany Kpie............ Wstydliwi wydawcy Księgi pamiętniczej Jakuba Michałowskiego wykrop- kowali przed stu przeszło laty jędrne zapewne słówko i na tyleż czasu zubożyli mowę ojczystą; warto może sięgnąć do rękopisu, znajdującego się w Krako- wie... Odsiecz pod Suczawę nie poszła. Za to w grudniu wspomagani przez Zaporożców Tatarzy otoczyli obóz i wymogli na Polakach układ, którego treści nie znamy, zawarty bowiem został ustnie. Były to pewnie warunki zborowskie. Przy okazji orda spustoszyła kraj w promieniu tak długim, że poszczególne czambuły dotarły w pobliże Lublina. Unieruchomiona armia przeszkodzić im nie mogła. Kozaków o zgodę nie pytano. Poprzednio maho- metańscy sprzymierzeńcy brali na arkany ich własne rodziny, jeśli zabrakło innego jasyru. Żwaniec był ostatnią z przewag Islam III Gireja, który zmarł wkrótce. Tron 82 krymski wziąi po nim - z łaski sułtana - raz już dawniej panujący i strącony brat młodszy, Mehmed IV. Ponura szopka żwaniecka zamknęła rok 1653, który był ostatnią datą walki na jednym tylko froncie. Bilans dotychczasowych dokonań zmieścił wojewoda Jan Leszczyński w kilku zwięzłych zdaniach: Tyle milionów, tyle ludzi straciliśmy, a ciągle w tym samym odmęcie zostajemy. Mimo tylu podatków, zaciągów i takiego kiwi rozlania, żadnej korzyści nad nieprzyjacielem nie odnosim; ani wywalczyć, ani okupić pokoju, ani odetchnąć nie możemy, ale w coraz większe wpadamy niebezpieczeństwa. U schyłku grudnia pisano ze Lwowa, że Tatarzy ludzi biorą w pobliżu miasta: Tak tedy to interpretują, że z Królem Jego Moscią stanęła zgo- da..." Drugi już raz w przeciągu czterech lat Jan Kazimierz dał się otoczyć, naraził wojsko, senat Rzeczypospolitej i osobę własną na łyka tatarskie. Wydostawszy się z obierzy za cenę haniebną nadal nie chciał oddać buław hetmańskich, pozwolił własnemu zwolennikowi zerwać sejm. Zostało to natychmiast po- kwitowane pewnymi propozycjami, wysianymi z Rzeczypospolitej na ze- wnątrz jej granic: To, co się działo na ostatnim sejmie za złośliwą radą niektórych, wywołało obrazę wszystkich stanów, wstręt do obecnych rządów i utratę nadziei zachowania Rzpltej pod tak przewrotnym panowaniem do tego stopnia, iż zachodzi obawa, że wielu przedniejszych panów, nawet ducho- wnych, będą się starali zrzucić z tronu króla, który Rzeczpospolitą jak cudzą rzecz traktuje. Zaufani Janusza Radziwiłła przemawiali w ten sposób do Jerzego II Rako- czego. Hetman polny litewski wzywał współwyznawcę, księcia Siedmiogro- du, do pokuszeń o tron polski. W tym celu radził mu zbierać wojsko i starać się o pogodzenie Polski z Kozakami oraz z chanem. Dla siebie żądał sumy stu tysięcy złotych, umożliwiającej zaciąg nowych chorągwi. W roku 1654 wroga Janowi Kazimierzowi koalicja magnacka przetworzyła się po prostu w spisek. Krzysztof Opaliński, autor Satyr, surowy oskarżyciel wad narodowych, nie mógł zapomnieć, że rozkwaterowane w Kowlu wojsko nadwerężyło mu trochę majętność. Całym sercem przywarł więc do Lubomir- skiego i Radziwiłła. Wymieniał z nimi listy, mieszczące zapewnienia dozgonnej przyjaźni, zawartej na ,,usługi w tak ciężkich i ostatnich terminach zostającej ojczyzny". Terminy były naprawdę ciężkie, lecz wcale jeszcze nie ostatnie. W styczniu 1654 roku wystąpiła przeciwko Rzeczypospolitej Moskwa. Tylko ona, na razie. 83 Chmielnicki już w czerwcu 1653 roku, nie zrywając z Turcją, poddał się ,,pod wysoką rękę carską". Otrzymał polecenie czekania do wiosny. Termin okazał się stanowczo zbyt odległy, dziwne perypetie żwanieckie wróżyć mogły rzeczy groźne. Tatarzy nie oglądając się na sprzymierzeńca znowu zawarli pakt z Polakami, zapowiadali ponadto wspólną z nimi wyprawę przeciwko Moskwie. Hetman obawiał się, że zostanie wydany królowi. W styczniu przybył do Perejasławia Wasyl Buturlin na czele licznego i nader okazałego poselstwa. Przez kilka dni czekał w mieście, którego sam wygląd zewnętrzny stanowił wymowne świadectwo. Zadnieprzański Perejasław unik- nął zniszczeń wojennych, zachował swe domy, silne obwarowania i mieszkań- ców, których liczba sięgała podobno dziesięciu tysięcy głów. Drewniane cerkwie miejskie naśladowały kształtem wielką architekturę bizantyńską. Buturlin zgłaszał się w imieniu cara Aleksego Michajłowicza po dorobek historii, która pomimo strasznych błędów polityki niemało zdziałała na Ukrai- nie. Chmielnicki przyjechał z Czehrynia, gdzie sprawiał pogrzeb synowi, a wnukowi-pogrobowcowi chrzciny. Stanąwszy w Perejasławiu kazał zamknąć bramy i otoczyć miasto strażami, zabiegał, aby nikt z posłami nie rozmawiał. Hetman chciał sam kierować losem ojczyzny. 17 stycznia zwołał wielką radę kozacką i uzyskał potwierdzenie swej decyzji. Nazajutrz uroczyście zawiadomił o tym Buturlina, biorąc z jego rąk gramotę carską o przyjęciu Ukrainy w poddaństwo. Akt ten równał się zerwaniu przez Moskwę pokoju polanowskiego, wypowiedzeniu Rzeczypospolitej wojny. W dwa miesiące później rząd warszawski odpowiedział na to zerwaniem sejmu, czyli utrwaleniem praktyki liberum veto. 18 stycznia nie wszystko poszło w Perejasławiu gładko. W pewnej chwili Wasyl Buturlin został w cerkwi tylko dlatego nie sam, że w otoczeniu ludzi, z którymi przywędrował z Moskwy. Kozacy wyszli, by się naradzić. Poseł z oburzeniem odrzucił był bowiem ich żądanie, aby car Aleksy zaprzysiągł warunki ugody