ďťż
They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.
Podobne

an image

Alleluja! W samą porę dwa debile zorientowały się, że są dla siebie stworzeni!

Do końca jednak nikt nie ustawał w rozpaczliwym szukaniu ratunku. „Najważniejszą i najtrudniejszą rzeczą jest przetrwać na Umschlagu moment ładowania — pisał Marek Edelman, który dyżurował tam przez sześć tygodni w białym fartuchu jako goniec szpitala i starał się ratować członków Bundu i jego młodzieżowych organizacji — Transporty odchodzą rano i wieczorem — dwa razy dziennie odbywa się ładowanie. Nieprzerwany łańcuch Ukraińców otacza plac i zagarnia tysięczny tłum. Padają strzały. Każdy jest celny. Nietrudno jest trafić, gdy ma się o krok od siebie skłębioną, zwartą masę, której każda cząstka to żywy człowiek — cel. Coraz bliżej i bliżej gnają te strzały ku przygotowanym, bydlęcym wagonom. Mało! Jak oszalałe bestie pędzą Ukraińcy z powrotem przez pusty plac do gmachów [szpitala — T.P.]. I tu zaczyna się dzika gonitwa. Nieprzytomny tłum pędzi na górne piętra, ciśnie się do 60 N. Żelichower [w:] Pamiętniki z getta, s. 132. 322 drzwi szpitala, kryje się w ciemne dziury na strychu, byle wyżej i dalej od pogoni, może uda się przetrwać ten jeszcze transport, uratować jeszcze jeden dzień życia... Ukraińcy nie fatygują się zbytecznie. Ci, co nie zdołali uciec, wystarczą do zapełnienia wagonów. Ostatni moment, ostatnie zatykanie dziur — w jakiś nie dość nabity wagon wpycha się matkę, dziecko już się nie zmieści, więc odrywa się je od wyjącej z męki i ładuje się dalej, w następny wagon. Bronisz się? Krótki strzał. Powoli, z trudem zasuwają się drzwi. Kolbami karabinów ubija się gęstą masę — tak jest pełno. Wreszcie. Pociąg rusza. Komory gazowe Treblinki otrzymają nowy żer"61. Do każdej partii deportowanych dołączano dzieci z ochronek i sierocińców. Dnia 5 sierpnia poprowadził swych wychowanków znany pisarz i opiekun najmłodszych Janusz Korczak, rezygnując z proponowanej mu możliwości ratunku. Podobnie postąpili inni wychowawcy. Tak jak w Krakowie i pozostałych gettach, w czasie warszawskiej akcji żydowscy policjanci zasłynęli brutalnością, gorliwym wykonywaniem rozkazów, bezlitosnym posyłaniem rodaków na śmierć. Ich bezwzględność wynikała głównie z obawy, że jeśli nie dostarczą na Umschlagplatz dostatecznej liczby ofiar (każdy z nich miał doprowadzić 6-7 osób), esesmani uzupełnią braki, wysyłając ich żony, dzieci, rodziców. Często jednak, przejąwszy styl bycia swych mocodawców, wymuszali stawiennictwo nawet wówczas, gdy liczba zgromadzonych przekraczała wyznaczone kontyngenty. Ich doraźną życzliwość zapewniały jedynie łapówki. Całkowite posłuszeństwo wobec Niemców nie zdało się jednak na nic. Pod koniec akcji liczebność żydowskiej policji — jako już niepotrzebnej — SS zmniejszyło z 2,4 tyś. do 380 osób. Ponad 2 tyś. policjantów i ich rodziny włączono do ostatnich transportów. Wielka akcja w getcie warszawskim zakończyła się 21 IX 1942 r. Do Treblinki wywieziono 254 tyś. osób, do obozów pracy 11 tyś., na miejscu zastrzelono 5,5 tyś. Największy żydowski ośrodek w Europie przestał istnieć. Na znacznie zmniejszonej powierzchni getta pozostało jedynie 60 tyś. osób (35 tyś. zarejestrowanych i 25 tyś. „dzikich", którzy nie uzyskali oficjalnej „zgody na życie")62. 7.4. Obozy zagłady i obozy koncentracyjne Treblinka była czwartym, a równocześnie największym obozem zagłady, służącym eksterminacji ludności żydowskiej w ramach akcji Endlósung. Przed nią uruchomiono wspomniany już obóz w Chełmnie oraz obozy w Bełżcu i Sobiborze. Przez określenie „obóz zagłady" rozumiemy ośrodki, w których więźniów (z niewielkimi wyjątkami) kierowano po przyjeździe wprost do komór gazowych, w przeciwieństwie do obozów koncentracyjnych, gdzie byli 61 M. Edelman, Getto walczy, Warszawa 1945 (reprint: Łódź 1991), s. 38-39. 62 R. Sakowska, Ludzie z dzielnicy, s. 299, 306. 323 wykorzystywani do ciężkich prac fizycznych, dających im — nieduże wprawdzie — szansę przeżycia. Wszystkie obozy zagłady zostały założone na terenach polskich, na co wpływały różne okoliczności. Przede wszystkim ludność żydowska w Polsce stanowiła prawie połowę wszystkich Żydów europejskich, nie licząc ZSRR (żyło w nim również 3 min Żydów, mieszkali jednak w dużej mierze w jego azjatyckiej części). Zlokalizowanie obozów zagłady w GG powodowało więc najmniejsze obciążenie niemieckich środków transportu. Ponadto najdalej — w porównaniu z innymi okupowanymi krajami Europy — posunięty ucisk polityczny i całkowite pozbawienie Polski własnej administracji sprawiały, że Niemcy nie musieli się liczyć z opinią miejscowej ludności. Wreszcie odcięcie GG od Zachodu gwarantowało możliwie najpóźniej sze dotarcie do Wolnego Świata szerszych informacji o istnieniu i funkcjonowaniu tych fabryk śmierci. Najwcześniej, bo już w listopadzie 1941 r. powstał obóz w Chełmnie nad Nerem, odległy o 70 km od Łodzi (na terenach włączonych do Rzeszy), a zorganizowany w sposób najbardziej prymitywny. Mieścił się w starym pałacyku i otaczającym go parku, który ogrodzono wysokim parkanem z desek. Więźniów przetrzymywano w pobliskim Kole i dowożono samochodami ciężarowymi lub kolejką wąskotorową. Po przyjeździe do Chełmna prowadzono ich do rozbieralni, gdzie mieli się przygotować do rzekomej kąpieli i odwszenia przed zapowiedzianym wyjazdem na roboty do Niemiec. Pod pozorem przewozu do łaźni umieszczano ich w samochodzie-komorze gazowej (w obozie funkcjonowały trzy takie samochody). Do wnętrza doprowadzony był wylot rury wydechowej motoru, po uruchomieniu którego gazy spalinowe napełniały komorę. W hermetycznym wnętrzu śmierć następowała w ciągu 10-15 minut. Po odłączeniu wylotu rury samochód przejeżdżał do oddalonego o 4 km lasu, gdzie specjalny oddział więźniów (Waldkommando) wyładowywał ciała i grzebał je w przygotowanych rowach. W tym czasie drugi oddział (Hauskommando) czyścił rozbieralnię, sortował ubrania, gromadził wartościowe przedmioty. Więźniowie z obydwu oddziałów byli co pewien czas kierowani do ruchomych komór gazowych, a na ich miejsce dobierano nowych z kolejno nadchodzących transportów. Obóz w Chełmnie — jak wspomniano — przyjął pierwszy transport 7 XII 1941 r., a więc jeszcze przed konferencją w Wannsee. Poza ludnością żydowską z Polski i zachodniej Europy oraz Cyganami z getta łódzkiego zginęło tu kilkuset Polaków, grupy jeńców radzieckich i 88 dzieci czeskich ze wsi Lidice. W okresie od marca 1943 do czerwca 1944 r. obóz był nieczynny