Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
A mimo to pozostawiła trupa i z niejakim pospiechem wyszła na korytarz. Głęboko odetchnęła z ulgą, gdy po otworzeniu okutych żelazem drzwi usłyszała nieludzki wrzask. Gdyby zabiła tę kobietę, nie wyciągnąwszy z niej wszystkiego, to musiałaby pozostać tutaj tak długo, aż nie zostanie złapana jeszcze jedna Aes Sedai. W najlepszym przypadku. Wśród tych rozdzierających gardło okrzyków z trudem dawało się wyróżnić jakieś prawie niezrozumiałe słowa, słowa, w które pacjentka zdawała się wkładać całą swoją duszę. - Błaaaaagam! Och, Światłości, Błaaagaaam! Semirhage uśmiechnęła się blado. Mimo wszystko jakiejś rozrywki jednak się doczekała. ROZDZIAŁ 7 KWESTIA MYŚLI Usadowiona na materacu Elayne po raz setny przeciągnęła po włosach szczotką trzymaną w lewym ręku, po czym schowała ją do niewielkiego kuferka podróżnego, który następnie wsunęła pod wąskie łóżko. W oczach czuła tępy ból po całym dniu spędzonym na przenoszeniu i tworzeniu ter'angreala, czy może raczej na pełnych determinacji próbach stworzenia ter'angreala. Nynaeve, huśtająca się na rozklekotanym zydlu, dawno temu zdążyła wyszczotkować swe sięgające do pasa włosy, a teraz prawie już kończyła splatać je z powrotem w warkocz. Twarz jej lśniła od potu. Mimo otwartego okienka, w izbie można się było udusić. Na rozgwieżdżonym czarnym niebie zawisł obrzmiały księżyc. Od ogarka świecy biła kapryśna, zmienna łuna. W Salidarze brakowało świec i lamp olejnych; nikomu nocą nie przysługiwało nic więcej prócz namiastki światła, chyba że musiał popracować z piórem i atramentem. Izba była zaiste zagracona; do poruszania się musiała im wystarczyć odrobina wolnej przestrzeni między dwoma krótkimi łóżkami. Większa część ich dobytku znajdowała się w dwóch poobijanych, okutych mosiądzem kufrach. Suknie Przyjętych i płaszcze, których obecnie z całą pewnością nie potrzebowały, wisiały na kołkach wbitych w pożółkłą ścianę, pełną pęknięć, w których prześwitywały drewniane listewki. Między łóżkami gnieździł się koślawy maleńki stolik, a na chwiejnej umywalce w rogu stał biały dzban i miska ze zdumiewającą liczbą szczerb. Nie rozpieszczano nawet takich Przyjętych, które, skądinąd, na każdym kroku głaskano po głowach. Z żółtego wazonika z utłuczoną szyjką, stojącego między dwoma brązowymi kubkami, wystawał bukiecik przywiędłych polnych kwiatków, niebieskich i białych, które zakwitły mimo późnej pory, zaskoczone przez aurę. Poza kwiatami jedyną kolorową rzeczą była zamknięta w wiklinowej klatce jaskółka śpiewająca, z ubarwieniem w zielone prążki. Elayne opiekowała się nią, bo miała złamane skrzydło. Kiedyś wypróbowała nawet swe skromne umiejętności w dziedzinie Uzdrawiania na jakimś ptaku, ale te śpiewające były za małe, by przeżyć taką terapię. Tylko bez biadolenia, przykazała sobie stanowczo. Aes Sedai mieszkały w nieco lepszych warunkach, nowicjuszki i służba w nieco gorszych, za to żołnierze Garetha Bryne'a spali przeważnie na ziemi. "Jak czegoś nie możesz zmienić, to musisz to ścierpieć", zwykła bezustannie powtarzać Lini. Cóż, w Salidarze brakowało wygód, a luksusów nie było żadnych. I nie było też odrobiny chłodu. Odciągnąwszy koszulę od ciała, dmuchnęła sobie za dekolt. - Musimy koniecznie być tam przed nimi, Nynaeve. Wiesz dobrze, jak one się potem zachowują, jeśli się je zmusza do czekania. Nie zerwał się ani jeden podmuch wiatru, a suche powietrze zdawało się wysysać pot z każdego skrawka skóry. Z tą pogodą na pewno coś można zrobić. Rzecz jasna, Poszukiwaczki Wiatru Ludu Morza prawdopodobnie dawno już by to zrobiły, gdyby tak było, niemniej jednak mógł jej jeszcze przyjść do głowy jakiś pomysł, gdyby tylko Aes Sedai dały jej dość wolnego czasu zamiast ciągłej pracy z ter'angrealami. Jako Przyjęta mogła rzekomo badać to, co chciała, a jednak... "Niech jeszcze tylko dojdą do wniosku, że mogę równocześnie jeść i pokazywać im, jak się robi ter'angreal, to nie będę miała już nawet minuty dla siebie". Przynajmniej jutro będzie miała przerwę. Nynaeve przeniosła się na łóżko i ze zmarszczonym czołem zaczęła majstrować przy opiętej na nadgarstku a'dam. Cały czas się upierała, że jedna z nich powinna nosić bransoletę, nawet podczas snu, mimo iż nawiedzały je wtedy zdecydowanie dziwne i nieprzyjemne sny. Prawie nie było takiej potrzeby; zawieszona na kołku a'dam trzymałaby Moghedien równie dobrze, a poza tym Przeklęta mieszkała razem z Birgitte w jednej maleńkiej klitce. Birgitte była najlepszą strażniczką, jaką można sobie wyobrazić, a na dodatek wystarczyło, że bodaj uniosła brew i Moghedien niemalże wybuchała płaczem. Miała najmniej powodów, by chcieć zachować Moghedien przy życiu, a najwięcej, by domagać się jej śmierci, o czym kobieta znakomicie wiedziała. Tej nocy bransoleta miała być jeszcze mniej potrzebna niż kiedykolwiek. - Nynaeve, one będą czekać. Nynaeve głośno pociągnęła nosem - niespecjalnie była gotowa do usług na każde zawołanie - ale wzięła dwa spłaszczone kamienne pierścienie ze stolika stojącego między dwoma łóżkami. Oba za duże, by je nosić na palcu, jeden prążkowany, upstrzony niebieskimi i brązowymi cętkami, drugi niebiesko-czerwony, a oba skręcone w taki sposób, że miały tylko jedną krawędź. Odwiązawszy rzemyk wiszący na szyi, Nynaeve nawlokła na niego niebiesko-brązowy pierścień obok innego, ciężkiego i złotego. Sygnet Lana. Z czułością dotknęła grubego złotego krążka, zanim schowała oba pod koszulą. Elayne podniosła niebiesko-czerwony pierścień, patrząc nań krzywo. Oba stanowiły imitacje ter'angreala, który obecnie znajdował się w posiadaniu Siuan, i mimo prostego wyglądu były skomplikowane ponad miarę