Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
Krążyły pogłoski, że wszczął kampanię przeciwko Plemieniu, zamierzając wyrugować je ze swoich włości - pogłoski, które w Matsue nieodmiennie stawały się źródłem szyderczej wesołości. Pominę szczegóły ćwiczeń, jakim mnie poddano - ich celem było utwardzenie mego serca i wykształcenie we mnie bezwzględności. Dość powiedzieć, że nawet teraz, po wielu latach, wzdrygam się na wspomnienie owych okrucieństw i nie wiem, gdzie podziać oczy. Nastały straszliwe czasy: może rozgniewały się Niebiosa, może ludzi opętały demony, może osobnicy brutalni, nieomylnie wyczuwając rozkład, zawsze przejmują władzę, kiedy słabną siły dobra. Plemię, najokrutniejsze z okrutnych, osiągnęło pełnię rozkwitu. Nie uczyłem się sam; oprócz mnie ćwiczyło kilku innych, znacznie młodszych chłopców, wychowanych w rodzinie Kikuta. Najbardziej zbliżony do mnie wiekiem był krępy młodzieniec o pogodnej twarzy, z którym często zestawiano mnie w parze. Na imię miał Hajime i choć nie umiał powstrzymać wymierzonych we mnie ataków furii Akio - otwarty sprzeciw był nie do pomyślenia - to jednak często udawało mu się odwrócić jego uwagę. Dawał się lubić, aczkolwiek nie mogę powiedzieć, bym mu ufał. Opanował sztuki walki znacznie lepiej niż ja, brał udział w zapasach i jako jeden z niewielu miał dość siły, aby naciągnąć ogromny łuk mistrzów łucznictwa, lecz pod względem talentów wrodzonych, nie nabytych, ani on, ani nikt inny nie był w stanie mi dorównać. Dopiero teraz zdałem sobie sprawę, jak wyjątkowe są moje umiejętności: potrafiłem stać się niewidzialny w pustym, pomalowanym na biało pomieszczeniu i trwać w tym stanie przez długie minuty, tak że nawet Akio mnie nie dostrzegał. Potrafiłem rozdwoić się w walce i obserwować z drugiego końca sali, jak przeciwnik ugania się za moim drugim ja, potrafiłem przemieszczać się bezgłośnie, a mój słuch stawał się coraz bardziej wyczulony. Nawet najmłodsi chłopcy pojęli niebawem, że nie należy mi patrzeć prosto w oczy, gdyż zdołałem już uśpić wszystkich po kolei; z wolna uczyłem się panować nad tą umiejętnością, dostrzegać w ludzkich źrenicach słabości i lęki, czyniące ich tak podatnymi na moje spojrzenie, oraz rozpoznawać ich wewnętrzne obawy, strach przede mną i niesamowitymi zdolnościami, które zostały mi dane. Każdego ranka pracowałem z Akio nad zwiększeniem siły i szybkości. Byłem odeń słabszy i powolniejszy pod niemal każdym względem, on zaś nie odznaczał się cierpliwością. Jednakże winienem oddać mu sprawiedliwość - uparł się, by przekazać mi odrobinę swego talentu do skakania, i trzeba przyznać, że mu się udało. Trochę już umiałem - nie darmo ojczym nazywał mnie latającą małpą - lecz brutalne, przemyślne nauki Akio wydobyły ze mnie ową zdolność i zmusiły, bym nad nią zapanował. Już po kilku tygodniach poczułem, że zaszła we mnie zmiana, że ciałem i duchem stałem się twardszy i odporniejszy. Zazwyczaj kończyliśmy zajęcia walką na pięści - co prawda Plemię rzadko korzystało z owej sztuki, przedkładając skrytobójstwo nad bezpośredni kontakt, ale wszyscy musieli ją doskonalić. Potem, narzuciwszy szaty na ramiona, zasiadaliśmy do cichej medytacji, próbując siłą woli utrzymać temperaturę ciała. Zazwyczaj dzwoniło mi w uszach po jakimś ciosie czy upadku, toteż nie umiałem oczyścić umysłu, jak należy - zamiast tego z lubością wyobrażałem sobie Akio na torturach, poddając go w myślach udrękom Jo-Ana, które niegdyś tak obrazowo mi opisał. Szkolenie miało wzbudzić we mnie okrucieństwo, na co ochoczo przystałem; cieszyły mnie nowe umiejętności, z zachwytem doskonaliłem kunszty, zdobyte podczas ćwiczeń z synami wojowników Otori jeszcze za życia Shigeru. Odezwała się we mnie krew mego ojca, a współczucie wpojone przez matkę odpłynęło wraz ze wszystkimi naukami dzieciństwa. Nie modliłem się już ani do sekretnego boga, ani do Oświeconego, stare duchy nic dla mnie nie znaczyły. Przestałem w nie wierzyć, albowiem nic nie wskazywało na to, by ich wyznawcom sprzyjało szczęście. Czasem, znienacka obudzony w nocy, dostrzegałem siebie bez upiększeń i wzdrygałem się, widząc, czym się staję. Wówczas wstawałem bezgłośnie, szukałem Yuki i usiłowałem się w niej zatracić. Nigdy nie spędziliśmy ze sobą całej nocy, nasze spotkania były krótkie i na ogół przebiegały w milczeniu. Jednak pewnego popołudnia zostaliśmy w domu sami. Służący krzątali się w sklepie, Akio i Hajime zabrali młodszych chłopców do świątyni na ceremonię poświęcenia, mnie zaś kazano skopiować jakieś dokumenty dla Gosaburo. Ucieszyłem się z tego zadania, gdyż ostatnio rzadko trzymałem w ręce pędzel; zważywszy, jak późno nauczyłem się kreślić znaki, bałem się, że wiedza o nich mnie opuści. W domu kupca znalazłem kilka książek i przy każdej okazji starałem się czytać, tak jak uczył mnie Shigeru, ale pędzle i tusz w kamieniu utraciłem w Inuyamie i od tamtej pory nie pisałem. Skrupulatnie skopiowałem dokumenty, rachunki ze sklepu, kwity za ryż i soję kupione od okolicznych rolników, jednak aż swędziały mnie palce, by zacząć rysować