Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
Dzięki temu jednak zdobył miejsce, w którym mógł przechowywać rzeczy i pieniądze, a kiedy wrócił do pałacu, do apartamentów Tylin, przekonał się, że nawet posiada rzeczy, które mógłby przechowywać. Obawiam się, że garderoba mego pana znajduje się w strasznym stanie oznajmił ponuro Nerim. Chudy, siwowłosy Cairhienianin z pewnością nawet otrzymany podarunek w postaci worka ognistych łez, obwieściłby tym samym żałobnym tonem. Jego pociągłe oblicze skrzepło w wyrazie nieustannego lamentu. Nie spuszczał jednak wzroku z drzwi, na wypadek powrotu Tylin. Wszystko jest kompletnie brudne, obawiam się, że pleśń zrujnowała niektóre z najlepszych kaftanów mego pana. Wszystkie zostały schowane w kredensie razem z dziecięcymi zabawkami księcia Beslana, mój panie zaśmiał się Lopin, szarpiąc równocześnie klapy ciemnego kaftana jak Juilin. Łysiejący mężczyzna stanowił pod każdym względem zaprzeczenie Neritna, krępy a nie kościsty, smagły nie zaś blady, jego okrągłym brzuchem nieustannie wstrząsały wybuchy śmiechu. Przez jakiś czas pośmierci Naleseana wydawało się, że pójdzie z Nerimem w zawody w westchnieniach, jak to miało miejsce we wszystkich półstałych dziedzinach aktywności, ale w miarę upływu kolejnych tygodni doszedł do siebie. Przynajmniej dopóki nikt nie wspomina, jego poprzedniego pana. Są tylko mocno zakurzone, mój panie. Wątpię, by ktokolwiek zaglądał do tego kredensu od czasu, jak książę wyrzucił tam swoje zabawki. Czując, że wreszcie zaczęło mu znowu dopisywać szczęście Mat kazał im powoli przenosić ubrania pod Wędrowną Kobietę po kilka rzeczy naraz i kieszeń złota za każdą kolejką. Jego włócznia o czarnym drzewcu, stojąca w rogu sypialni Tylin oraz nie naciągnięty łuk z Dwu Rzek, zaczekają na ostatnią chwilę. Przemycenie ich z pałacu może się okazać równie trudne jak wydostanie się samemu. Łuk zawsze mógł sobie wyciąć nowy, ale nie miał zamiaru porzucać ashandarei. Zbyt dużą cenę zapłaciłem za tę przeklętą rzecz, żeby teraz z niej rezygnować pomyślał, muskając palcami bliznę pod szarfą otaczającą szyję. Pierwsza spośród zbyt wielu. Światłości, na prawdę miło byłoby wierzyć, że może spodziewać się czegoś więcej niż tylko blizn i niechcianych bitew. Oraz żony, której nie tylko nie chciał, ale nawet nie znał. Życie musi oferować coś więcej. Najpierw jednak należało cało wynieść skórę z Ebou Dar. To było rzeczą najważniejszą, priorytetową. Lopin i Nerim ukłonili się i wyszli, zabierając ze sobą równowartość dwu tłustych sakiewek, poukrywaną w różnych miejscach ubiorów, lecz natychmiast po ich wyjściu pojawiła się Tylin i zaraz chciała wiedzieć, dlaczego jego służący biegają po korytarzach, jakby ich coś goniło. Gdyby zdjął go samobójczy nastrój, mógłby jej powiedzieć, że ścigali się kto pierwszy dotrze do gospody z jego złotem, albo może, kto pierwszy zacznie czyścić jego rzeczy. Zamiast tego dołożył pewnych starań, żeby ją zmylić, a wkrótce te starania wygnały z jego głowy wszystkie inne myśli, wyjąwszy tylko satysfakcję z dopisującego szczęścia, które nareszcie dało o sobie znać w czymś innym niż hazard. Wszystkim czego teraz potrzebował, by zgarnąć maksymalną stawkę to, aby Aludra zdradziła mu przed wyjazdem to, co chciał wiedzieć. Wreszcie Tylin tak przyłożyła się do tego, co właśnie robiła, że zapomniał o fajerwerkach, Aludrze i ucieczce. Na chwilę. Po krótkich poszukiwaniach w mieście, w końcu zlokalizował, ludwisarza. W Ebou Dar było nawet sporo wyrobników gongów, jednak tylko jeden wytwórca dzwonów, który miał swoją odlewnię zachodnimi murami miasta. Sam ludwisarz, blady, niecierpliwy jegomość, pocił się w żarze wielkiego żelaznego paleniska. Jedyne długie pomieszczenie skwarnej odlewni mogło spokojnie ujść za rodzaj komnaty tortur. Z krokwi zwisały łańcuchy wyciągów, paleniska sięgały jęzory płomieni, rzucając wokół migotliwe cienie na poły oślepiając Mata