Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
Skłaniając posłów sandomierskich do poruszenia tej sprawy, Ossoliński z jednej strony 248 uderzał poważnie w protestantów, z drugiej odwracał częściowo uwagę obradujących w inną stronę. Jeśli jednak ten drugi cel Ossoliński w jakimś stopniu osiągnął, to nie mógł odwrócić biegu wypadków. Nadszedł bowiem dzień 29 marca i posłowie, zjawiwszy się w senacie, zażądali odczytania uchwał senatu. Do zebranych obu izb przemówił biskup kujawski, stwierdziwszy: "nie tak z powinności, jako z, miłości, ustępując jako młodszym każemy czytać senatus consulta". Po krótkich targach z izbą poselską w sprawie zachowania przez nią tajemnicy zlecił referendarzowi odczytanie uchwał senackich. Posłów jednak czekał kompletny zawód. Referendarz bowiem odczytał im jedynie spis spraw, nad którymi senat się zastanawiał. Toteż posłowie wrócili do izby srodze zawiedzeni. Bolało ich najbardziej, że "miasto sekretów żartem nas skropiono. Bo tam takie capita [punkty] były, które i od balwierza mógł się każdy dowiedzieć". Nic dziwnego zatem, iż w 'konsekwencji ponownie zażądali zaznajomienia ich z prawdziwymi uchwałami isenatu. Sytuacja wyglądała poważnie, dlatego też na posiedzeniu senatu, odbytym w tej sprawie 31 marca, zwrócono się do przybyłego właśnie do Warszawy biskupa krakowskiego, Jakuba Zadzika, o pomoc. Najprawdopodobniej doszło wówczas do porozumienia między ekipą rządową a odsuniętym nieco na ubocze byłym kanclerzem. W wyniku porozumienia obiecano biskupowi zlikwidowanie niewygodnej dla niego szkoły ariań-skiej w Rakowie, w zamian za co Zadzik, cieszący się dużym autorytetem u szlachty, obiecał dworowi pomoc w tej trudnej sprawie. Gdy tego samego dnia wezwano posłów do senatu, przemówił do przybyłych biskup krakowski, usiłując wszelkimi sposobami uspokoić ich. Stwierdził uroczyście, że aczkolwiek konstytucja z roku 1607 zachowała swą moc prawną, to jednak przez 30 lat jego pobytu 249 na dworze królewskim nie była przestrzegana. Oświadczył dalej wręcz posłom, że ich żądania nie mogą być spełnione dla tej prostej przyczyny, ponieważ dotąd nie prowadzono protokołów posiedzeń senackich. Proponował też w związku z 'tym posłom, by po prostu pytali się senatorów, dlaczego tak, czy inaczej załatwili poszczególne sprawy. Uprzejme przemówienie "szanowanego powszechnie" biskupa krakowskiego trafiło do przekonania szlachcie. Gdy wrócono do izby, postanowiono "powiedzieć, co boli i pytać się o sprawcę". Niemniej jednak domagano się, aby senatorowie zobowiązali się, "że na potem in senatus consultis [w uchwałach senatu] tak się zachowywać będą per omnia [w całości], jako konsty-tucyja uczy. Czego jeśli się wzbraniać będą, dopiero wszyscy nowego prawa upominać się będziemy, do niczego nie przystępując". Ostatecznie senat musiał akceptować to żądanie szlachty, pocieszając się jedynie, że może do następnego sejmu posłowie zapomną o tym. 61 Była to więc, może połowiczna, ale wyraźna porażka króla, który, jak widzieliśmy, dotąd sprzeciwiał się owemu postulatowi szlachty. Gdy tak toczono boje o utrzymanie niezależności senatu od izby, równocześnie trzeba było zająć się sprawą gdańską. Poprzednio bowiem pozwano przed sąd królewski 10 członków rady miasta za wykroczenia, takie jak fortyfikowanie miasta, prowadzenie na własną rękę korespondencji z obcymi potentatami, udzielenie gościnności wrogim okrętom duńskim itp. Wobec silnej jednak opozycji na sejmie, Władysław wolałby załatwić spór polubownie, obawiając się, że szlachta gotowa wziąć sprawę w swe ręce. Kiedy 25 -marca .posłowie gdańscy zjawili się u króla, z odpowiedzi danej im przez kanclerza Piotra Gembic-kiego można było wyczuć niezadowolenie monarchy, 250 ponieważ przybyli oni bez jakiejś konkretnej propozycji załatwienia sporu. Większość też senatorów, z Ossolińskim (jak wiadomo głównym autorem pomysłu celnego), doradzała posłom załatwienie zatargu "bonis et commodis modis [przy pomocy dobrych i wygodnych sposobów]". Gdańszczanie wszakże, ufni w poparcie zagranicy, widząc ustępliwość senatorów, niechęć szlachty do karania miasta, nie kwapili się do ugody