ďťż
They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.
Podobne

an image

Alleluja! W samą porę dwa debile zorientowały się, że są dla siebie stworzeni!

– Widzę, , że to nie były przechwałki – zauważył Sulpicjusz. . – Jesteś prawdziwą amazonką. . Przy tych słowach wyprowadził konia na drogę i podał uzdę Marocie. – Pamiętaj być ostrożnym! ! – upomniała go jeszcze, , kłaniając się bacikiem. – Pamiętaj pośpieszać! ! – odrzekł młodzieniec. . Koń, uderzony silnie po boku, pomknął jak wicher. Gdy ucichł już tętent kopyt, Castillan wsparł się plecami o drzewo i w tym położeniu spędził resztę nocy na czatach, wpatrując się w oświetlone okno plebanii i zważając, czy nie wymknie się z niej Ben Joel. XXXI Nie ukazało się jeszcze na niebie słońce, gdy Castillan wskroś mgły porannej ujrzał jakiegoś człowieka, zmierzającego prędkim krokiem do kościoła w SaintSernin. Był to zakrystian. Spieszył on otworzyć drzwi kościelne i zrobić przygotowania do Ofiary świętej, gdyż ksiądz Jakub w dnie powszednie zwykł był odprawiać mszę bardzo wcześnie. Los mi sprzyja – pomyślał Sulpicjusz. – Będę mógł porozumieć się z proboszczem w sposób zupełnie naturalny i nie wzbudzający w nikim podejrzenia. Pójdę do niego spowiadać się i jestem pewny, że ta moja spowiedź zajmie go więcej niż wyznanie pół tuzina grzechów śmiertelnych. Wieśniacy nie powychodzili jeszcze z domów. Castillan mógł wejść do kościółka nie spostrzeżony przez nikogo. Wewnątrz panowała jeszcze ciemność zupełna i bez słabego odblasku światła, płonącego w zakrystii, młodzienic nie mógłby nawet drogi znale ć przed sobą. Uklęknął przy barierce odgradzającej chór od głównej nawy. Gdy zakrystian umieścił na ołtarzu mszał i ampułki, Castillan tak niespodzianie wynurzył się przed nim z cienia, że sługa kościelny nie mógł powstrzymać się od krzyknięcia. – Nie lękaj się pan – rzekł młodzieniec łagodnie. – Nie masz żadnego powodu do trwogi. Jestem biednym podróżnym i pragnę, aby po skończonej mszy wasz świątobliwy proboszcz przypuścił mnie do trybunału pokuty. Czy można lękać się człowieka, który objawia tego rodzaju zamiary? Uspokojony zakrystian wskazał przybyszowi zakątek kościółka w głębokim mroku pogrążony i rzekł: 138 – Tam oto jest konfesjonał, mój dobry panie. Za godzinę zasiądzie w nim ksiądz Szablisty, szanowny nasz proboszcz. Dziś odprawia on tylko mszę cichą. – Bóg zapłać. . Polecam się modłom waszym, mości zakrystianie. Przy tych słowach Castillan wcisnął w rękę sługi kościelnego srebrny pieniądz. – Dla biednych – dodał i odszedł w stronę konfesjonału, gdzie wsunął się po chwili, zatopiony z pozoru w rozmyślaniach religijnych. Niebawem ksiądz Jakub wyszedł ze mszą. Pozostawił on Ben Joela w plebanii, ale pomimo ufności, jaką potrafił natchnąć go fałszywy poseł, nie zaniedbał na wychodnym zamknąć jak najstaranniej komnaty, w której od lat dwóch przechowywał tajemniczy depozyt Cyrana. Gdy ksiądz po odprawieniu mszy powrócił do zakrystii, sługa kościelny zawiadomił go: – Oczekują na księdza proboszcza przy konfesjonale. . – A! – wyrzekł Jakub – czyżby który z moich parafian zgrzeszył ciężko, że o tak wczesnej godzinie oskarżać się przybywa? – To nie z naszej parafii, , proszę księdza proboszcza. Jakiś obcy człowiek, podróżny. – Idę. Któż by to był jednak? Nikt wczoraj wieczorem nie przybył do naszej wioski prócz Sulpicjusza Castillana, sekretarza naszego kochanego Sawiniusza. – Nie wiem. . Nie mogłem dojrzeć twarzy tego człowieka, a głos jego jest mi zupełnie obcy. – Wszystko jedno. . Daj mi komżę. Nie trzeba, żeby czekał ten dobry chrześcijanin. I proboszcz, budząc echa pustej świątyni łoskotem swych ciężkich kroków, poszedł do konfesjonału. Zanim zasiadł, obrzucił szybkim spojrzeniem klęczącego tam człowieka. Castillan odetchnął z uczuciem ulgi niezmiernej. – Nareszcie jestem u celu! ! – rzekł do siebie prawie na głos. . – Co mówisz, moja duszo? – zapytał proboszcz, , zdziwiony tym wykrzyknikiem. – Odmów modlitwę, wznieś duszę do Boga i zbierz myśli swoje. – Przebacz mi, wielebny ojcze. Spowiedź, którą mam odbyć, nie j est wyłącznie religijna. Idzie tu o sprawy światowe i jeżeli pozwoliłem sobie wezwać czcigodnego księdza, to dlatego jedynie, aby nikt nie mógł się domyślać rzeczywistego celu naszej rozmowy. Ksiądz Szablisty, niezmiernie zaciekawiony tym wstępem, osądził za stosowne uczynić uwagę nieznajomemu i, porzucając ojcowski ton spowiednika, rzekł po prostu: – Ale mogłeś pan dla swobodnego pomówienia ze mną zgłosić się wprost do plebanii. . Nikt by tam panu nie przeszkodził. – Do plebanii właśnie najbardziej obawiałem się przybyć, nie uprzedziwszy wpierw księdza dobrodzieja o wszystkim. Proszę więc, aby mi wolno było w t ym miejscu powód mego przybycia wyłożyć. – Zgoda. . Słucham pana. – Pierwszym z mych wyznań będzie wyjawienie swego nazwiska. Nazwisko to sprawi niezawodnie księdzu proboszczowi wielką niespodziankę. Nazywam się Sulpicjusz Castillan. Proboszcz aż podskoczył na siedzeniu. – Powiesz mi z pewnością, mój ojcze – ciągnął młodzieniec, nie dając księdzu przyjść do słowa – że masz u siebie w domu jednego Sulpicjusza Castillana. Ale który z dwóch jest nim naprawdę? On czy ja? Otóż przybyłem tu po to głównie, aby dopomóc księdzu proboszczowi w rozwikłaniu tej ciemnej zagadki. Proszę wysłuchać uważnie i z dobrą wolą tego, co powiem, a wątpliwości łatwo się rozjaśnią. Castillan opowiedział wówczas szczegółowo i z zupełną otwartością wszystkie przygody, których był bohaterem od chwili wyjazdu z Paryża – nie opuszczając nawet epizodu z Marotą. . – Panie – odrzekł ksiądz Jakub, wysłuchawszy z niezmierną uwagą opowiadania. – Bardzo być może, iż to wszystko, co mi pan mówisz, jest najszczerszą prawdą; mimo to nic nie mogę w tej sprawie postanowić pewnego, dopóki nie będę miał w ręce dowodów materialnych. 139 – Ach, tak! Nie taję przed sobą trudności mego położenia i nie dziwię się nawet, że ktoś wahać się może w przyznaniu mi mojego własnego imienia! Złodziej był dość zręczny, aby zdobyć sobie zaufanie szanownego księdza. Pozwól mi jednak, ojcze, prosić cię o jedną łaskę. – O jaką? ? – Według tego, , co mistrz mój pisze, ksiądz dobrodziej połączyć się ma z nim w Colignac? – Tak, , rzeczywiście! – Otóż, proszę cię, mój ojcze: zaniechaj tego i oczekuj na pana de Bergerac u siebie w domu. – Jak to? ? Cóż to mi pan doradzasz? – Doradzam rzecz bardzo roztropną. Kto wie, na jak wielkie niebezpieczeństwo narażasz się, księże dobrodzieju, wybierając się w drogę sam na sam z ni eznajomym ci człowiekiem. Któż może zaręczyć, czy nie targnie się on na twoje życie, aby za wszelką cenę zdobyć ów dokument, będący jedynym celem jego zabiegów? – Za daleko posuwasz się pan w obawach