ďťż
They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.
Podobne

an image

Alleluja! W samą porę dwa debile zorientowały się, że są dla siebie stworzeni!

Za „Puerto” zapłacił Machada trzy i pół miliona dolarów. Jeśli rzeczywiście go oszukano, mogło to fatalnie zaważyć na dalszej karierze. Na samą myśl o tym przeszedł go dreszcz. Henri Rendell zasugerował mu sposób sprawdzenia autentyczności obrazu. Pod tym względem trudno się było z nim nie zgodzić: rzeczywiście było to niezwykle proste. Należy więc sprawdzić ten podpis, a potem zatelefonować do Rendella z propozycją, żeby poszukał sobie bardziej odpowiedniego zawodu. Dyrektor wezwał asystenta i polecił mu przenieść obraz do pracowni konserwatorskiej. Badanie dzieła sztuki jest operacją niesłychanie delikatną. Jeśli przeprowadza się ją bez stosownej ostrożności, łatwo popełnić niemożliwy do naprawienia błąd. Konserwatorzy muzeum byli ekspertami najwyższej klasy. Większość z nich stanowili artyści, którzy nie odniósłszy sukcesu na polu sztuki, chcąc utrzymać kontakt ze swym ukochanym zajęciem, pielęgnowali obrazy słynnych mistrzów. Zgłębienie wszystkich tajników tego fachu trwało długo; najpierw przez wiele lat terminowali u doświadczonych specjalistów, potem zostawali asystentami. Dopiero po odbyciu długiego stażu asystenckiego nabierali praw do prowadzenia samodzielnych prac konserwatorskich. Juan Delgado, kierownik pracowni konserwatorskiej w Prado, umieścił „Puerto” na specjalnym drewnianym stojaku. Christian Machada przyglądał mu się uważnie. - Proszę sprawdzić podpis - polecił. Delgado nie pokazał po sobie zdziwienia. - Si, senor director. Wziął do ręki tamponik waty, zwilżył go alkoholem izopropylowym i położył na stole obok obrazu. Drugi tamponik skropił odrobiną destylowanej nafty, jako czynnika neutralizującego. - Jestem gotów, senor. - Niech pan zaczyna. Ale ostrożnie! Machada oddychał ciężko. Patrzył, jak Delgado bierze pierwszy kawałek waty i dotyka nim litery „G” w podpisie Goi, a następnie neutralizuje działanie alkoholu. Obaj uważnie obejrzeli zwilżone miejsce. Delgado zmarszczył brwi. - Przykro mi, ale jeszcze nie potrafię rozstrzygnąć pańskich wątpliwości - powiedział. - Muszę użyć silniejszego rozpuszczalnika. - Proszę to zrobić - rozkazał dyrektor. Delgado otworzył inną butelkę. Zwilżył kolejny kawałek waty dimetyloketonem i dotknął nim pierwszej litery podpisu, natychmiast neutralizując obszar naftą. W pokoju rozszedł się ostry, przenikliwy zapach chemikaliów. Christian Machada przyglądał się podpisowi nie wierząc własnym oczom. Litera „G” w nazwisku Goi znikła, a na jej miejscu ukazało się wyraźne „L”. Delgado zbladł i popatrzył na dyrektora. - Czy... Czy mam kontynuować? - Tak - parsknął niecierpliwie Machada. - Proszę dalej. Powoli, litera po literze, sygnatura Goi znikała pod dotknięciem wilgotnej waty, a na jej miejscu ukazywał się podpis Padilli. Każda jego litera wywoływała skurcz w żołądku Machady. On, dyrektor jednego z największych muzeów na świecie, został oszukany. Wkrótce dowiedzą się o tym dyrektorzy innych muzeów, król Hiszpanii i cały świat. Jego kariera była skończona. Po powrocie do swego biura zatelefonował do Henri Rendella. Machada zaprosił Rendella do swego biura. - Miał pan rację - powiedział ponurym głosem. - To rzeczywiście Lucas. Jeśli ta historia wydostanie się stąd, zostanę ośmieszony. - Lucas oszukał już niejednego eksperta - pocieszał go Rendell. - Demaskowanie jego fałszerstw jest moim hobby. - Zapłaciłem za ten obraz trzy i pół miliona dolarów. - Rendell chrząknął. - Czy nie może pan odzyskać pieniędzy? Dyrektor z rozpaczą pokręcił głową. - Kupiłem go od pewnej wdowy, która twierdziła, że obraz należał do rodziny jej zmarłego męża od trzech pokoleń. Gdybym ją zaskarżył, sprawa nabrałaby rozgłosu. Rozumie pan: rozprawy, opinia publiczna... Henri Rendell zamyślił się głęboko. - Rzeczywiście nie ma powodu, żeby dowiedziała się o tym opinia publiczna. Może pan jednak, wyjaśniwszy wszystko swoim przełożonym, po prostu pozbyć się Lucasa. Odsprzedałby go pan salonowi „Christie’s” lub „Sotheby’s”, a oni wystawiliby go na aukcji. - Nie. - Machada pokręcił głową. - W tym przypadku cały świat dowiedziałby się o mojej pomyłce. - Może będę w stanie panu pomóc. - Rendell uśmiechnął się. - Znam, kogoś, kto chętnie zakupi Lucasa. Jest kolekcjonerem jego obrazów. To bardzo dyskretny człowiek. - Chętnie się go pozbędę. Nie chcę go już więcej oglądać. Oddałbym ten obraz nawet za darmo. - To nie jest konieczne. Mój klient najprawdopodobniej zapłaciłby za obraz około pięćdziesięciu tysięcy dolarów. Czy mam do niego zatelefonować? - Byłoby to bardzo miłe z pana strony, senor Rendell