ďťż
They seem to make lots of good flash cms templates that has animation and sound.
Podobne

an image

Alleluja! W samą porę dwa debile zorientowały się, że są dla siebie stworzeni!

Poza wszystkim - ja miałem wszystko. Logika konieczności zwrotu kasy jej prawowitemu właścicielowi stawała się coraz bardziej nieubłagana, ale jeszcze zwlekałem. Jeszcze rozważałem możliwość wydania gotówki na jakiś szlachetny cel. Jak na Wojewodę przystało - niewprawnie ruszałem się po takim terytorium. Pomyślałem, że może zasilę tą kwotą jakąś fundację. Zajrzałem do książki telefonicznej i natychmiast wściekłem się niebotycznie: figurowały tam nazwy kilkuset, a może kilku tysięcy, a może kilkuset tysięcy fundacji. Typowe. W kraju, w którym większość (absolutna większość) obywateli nie ma zielonego pojęcia, co to jest fundacja, jak działa fundacja, co znaczy samo słowo „fundacja" - fundacje powstają jak grzyby po deszczu i jest ich bez liku. Zapytajcie jakiegokolwiek RodakaPolaka czy fundacja funduje, czy jest fundowana, czy daje, czy gromadzi, na jakich jest oparta zasadach i jakie są jej podstawowe, czyli ekonomiczne mechanizmy. Zapytajcie, bo jest o co pytać. Jak myślicie, że pytanie wasze będzie retoryczne, że nie usłyszycie żadnej odpowiedzi, że ujrzycie jedynie ryj niemo rozdziawiony i martwe spojrzenie - jesteście w błędzie. Skądże, ujrzycie chytry błysk przenikliwych oczu, a z wąskich zdradzających kmiecą chytrość ust - padnie wprawdzie lakoniczna i trochę ślamazarnie wygłoszona, ale przecież precyzyjna odpowiedź: - Co to jest fundacja? No... panie... fundacja to jest złodziejstwo... Złodziejstwo... Jedno wielkie złodziejstwo, panie... Inna rzecz, że w spisie telefonów widniały i lśniły złowróżbnym blaskiem takie perły, jak: Fundacja na Rzecz Ofiar Prywatyzacji, Fundacja Wdów, Fundacja Drugie Przyjście, Fundacja na Rzecz Ofiar Molestowania Seksualnego Nauczycieli przez Uczniów i na Odwrót, Fundacja im. Robin Hooda, Fundacja - Rehabilitacja Wszystkich, Fundacja Płaska Ziemia, Fundacja Arcyksiążę Ferdynand Żyje, Fundacja Mydło i Powidło, Fundacja Tak, Fundacja Nie, Fundacja Krew nie Woda, Fundacja Dymać po Ludzku, Fundacja na Rzecz Obrony Jako Takiej itd., itp. Dałem sobie spokój. Zbyt wielka poezja zaczynała się w tej literaturze. Oczywiście, dalej, dalej możliwości było nieskończenie wiele i dalej, dalej wszystkie złe i wszystkie czysto teoretyczne. Można było na przykład rozdać pieniądze kloszardom na Dworcu Centralnym, albo lepiej: dać wszystko jakiemuś jednemu, starannie wybranemu kloszardowi i badać, czy jak się zorientuje, ile dostał, szlag go na miejscu z osłupienia trafi, czy też nie. Jak idzie o ten wątek, to aż się proszą fantasmagoryczne poszukiwania Wowy, a w przejmującym finale tych poszukiwań poruszające wręczanie cudem odnalezionemu, ale - jak się okaże - prawie umierającemu, zdradzonemu ruskiemu kochankowi kwoty trzech tysięcy trzystu pięćdziesięciu złotych z przesłaniem, by na tej finansowej bazie nie tylko żył dalej, ale też próbował odbudować miłość do narzeczonej, co była albo nie była na łamach „Playboya". Takie smaki i takie zabawy rysowały mi się w głowie, w istocie w żadną z tych ewentualności nie wchodziłem głębiej. Nie rozważałem realnie żadnych mniej lub bardziej fantastycznych możliwości. Nawet na schronisko zwierząt w Celestynowie nie potrafiłem przeznaczyć żadnej części zrabowanych pieniędzy. Dobrze, zbyt dobrze i w gruncie rzeczy od samego początku wiedziałem, że trzeba to oddać. Czułem, że tylko tym sposobem odzyskam spokój, a co za tynj idzie nabiorę sił i zapału do następnych brawurowych skoków i bezprzykładnych grabieży. Sprawdziłem wydruki. Dziewiąty PIN miał konto w Banku LwowskoWileńskim, a na tym koncie - dajcie spokój - może nie była to kwota z pierwszej dwudziestki stu najbardziej poszukiwanych Polaków, ale bez wątpienia była to kwota oszałamiająca. W każdym razie była to kwota z taką ilością zer po przecinku, że braku przeszło trzech tysięcy mógł on spokojnie nie zauważyć. I chyba faktycznie nie zauważył. Po paru dniach sprawdziłem: nawet nie zablokował konta. Czyli nie tylko nie zauważył niedoboru kasy, prawdopodobnie w ogóle nie zauważył braku karty, z czego jasno wynikało, że miał tych kart, a co za tym idzie kont (zapewne równie zasobnych) - jakby mój stary powiedział: skolko ugodno. Powinno mi to ulżyć, a mnie to jakoś specjalnie rozdrażniło. Mam w dupie twoją kasę. Mam w dupie twoją kasę. Mam w dupie twoją kasę - powtarzałem maniakalnie i czułem, że prosty zwrot kasy mnie nie zadowoli, że będą tu konieczne dodatkowe efekty. Oddam co trzeba, ale przy okazji dam też znać o sobie - postanowienie moje było równie mściwe, co niejasne