Alleluja! W samÄ porÄ dwa debile zorientowaĹy siÄ, Ĺźe sÄ dla siebie stworzeni!
Mała jasnowłosablondynka i wielka jasnowłosablondyna. Kobieta patrzyła na dziecko z taką czułością,o jaką nikt by jąnie podejrzewał i powiedziała dodziecka parę słów takim tonem, że przez chwilę myślałyśmy,że to nie ona, tylko ktoś inny mówi. Tu miękki, ciepłygłos, a donas. Pracą w Sanitatsblocku była monotonna, nużąca, alezato grupapracujących tam Haftlingów była niewielka. Odetchnęłyśmy trochę od hałaśliwego tłumu. Przestawałyśmy być Zugangami. Powoli poznawałyśmy tajemnice obozu. Wiedziałyśmy, któraNiemka jestnajgorsza, jakakolumna najcięższa, znałyśmy parę "wielkich" nazwisk, ale nadal byłyśmy szarym wynędzniałymtłumem. No i coraz bardziej doskwierał nam głód. Z naszych zapasów więziennych nie zostało nic. Chudłyśmy. Zaczęły się ogłupiające, nie kończące się rozmowy o jedzeniu. Głód był silniejszy niżpragnienie snu. Głodnyczłowiek nie może spać. Zresztą tego już nie dasię wyliczyć, co dokuczało nam najbardziej. Najlepiej pamiętam głód, a raczej jego skutki. Zaczęłysię straszne dni. Kobiety, rozgorączkowane,z oczamichorobliwie błyszczącymi i wychudłymi twarzami, mówiły ojedzeniu. Zaczynało się niewinnie odopowiadaniao koncercie lub teatrze, następnie zaś nieuchronnie padało pytanie: - Ale potemgdzie była pani na kolacji? -i koniecz rozmową. Długie, drobiazgowe rozwodzenie się na temat najlepszego sposobu nadziewaniaindyka. Słuchały tego z jakąśchorobliwą zachłannością, ba - były takie,co to wszystkospisywały izapraszały potemdosiebie na fikcyjną ucztę,czytając na głos: - Najpierw eleganckie przystawki,potem wina. mięsiwa i wreszcie desery z lodami. 55. Instynktownie bałyśmy się tych rozmów jak ognia. Uciekałyśmy od nich. Żal nam było tych kobiet, a równocześniepowstawał w nas wstręt i lęk, żebyśmy nie stałysię takie same. I istotnie nie czułam głodu. Nie czułamgoprawie nigdy jako dręczącego uczucia. Byłam tylko coraz chudsza, coraz słabsza. (Właściwie nie wiem, jaka byłam,ale widziałam Krysię coraz szczuplejszą. ) Patrzyłyśmy zprzerażeniem na kobiety, które jeszczepodczaskwarantanny i w więzieniu dyskutowały' o literaturze,sztuce, życiu. Teraz mówiłytylko o jedzeniu i nie byływ stanie o niczym innym myśleć. To było potworne: jedne wolały solidne potrawy, żeby "sięnajeść"; inne - bardziej wyrafinowane; jedne wybierały desery; inne - zimne zakąski. Niektóre notowałyte kulinarne przepisyw różnychjęzykach, niby dlanaukiobcego języka. Były takie, które przed snem czytały sobie do poduszki jeden przepis. Nienawidziłam tych rozmów i tego głodno-żarłocznego nastroju. Czyż naprawdę takzwane człowieczeństwojest sumą przyjętych kalorii i niczymwięcej? Człowiek syty nigdy niepojmie, co to jest głód. Trzebadoświadczyć,co znaczy nie móczasnąć z głodu, mieć zawroty głowy, coraz słabsze mięśnie. Mierzyłyśmy siłę kotłami. Na początkuani razu nie przystawałyśmy niosąc kocioł odkuchni do bloku, teraz coraz częstsze byłyprzystanki, coraz krótsze odcinki drogi. Noszenie kotła-małai pozornie błaha rzecz - aileż w tym Kesselholenkryło się bólu, zmęczenia, upokorzenia, ile policzkówi uderzeń. "Abholen" "aber schnell, schnell". znienawidzone słowa. Ciągle popędzane, przez cztery latażyłyśmywnieustannym pośpiechu. "Śpieszę się, bo muszę,bo ina 56 czej dostanę po głowię albo pójdę do Strafblocku, albodo Strafkolonny". Kesselholen kryło w sobie dużo krzywd i jeszcze gorszychrzeczy, o którychwstyd pisać. Te kotły były pierwszą przyczyną kłótni międzynami, kobietami zrównanymi przez los. Kotły miały nosić młode, bo stare nie miałysiły. I z początku tak było, ale gdy mięśnie słabły, gdy odcinek, przez który udało się przenieść kocioł bez postanowienia, byłtaki króciutki, wtedy buntowały się młode,ale zmęczone ciała. Były takie, które mówiły, że właśniemłode mająprawo do ulg,bo onerosną i majążycieprzed sobą, bo nigdynie pracowały inie umieją znosićtego jakstare. Gdzieś na dnie rysował się konflikt. Nie chciałyśmy się temupoddać, zaciskałyśmy zęby: muszę opanowaćgłodne ciało. nie chcę przestać byćsobą tylko dlatego, że ja jestem głodna. Była w nas dumakobiety-więźnia,więźnia politycznego. Ale. głód jeststraszny, głód jest tak potworny, że nie da się tego opisać. Ileżświństw i świństewek popełniały te kobietyz głodu! "Nie musi sięukraść chleba, gdy jest się głodnym! " Tak, aledlaczego nie ukraść? Dlaczego walczyćzsobąna siłę? Największą pokusą tych dni było:przestać myśleć! Przestać do końcamyśleć! To prawda, te kobiety byłyokropne. Ajednak okazało^ę, że i ten stan rzeczymożna zmienić na gorszy. Pewnego dnia, pod koniecmarca, gdy wróciłyśmy2 pracy,okazało się, że naszblok nie istnieje. Zostałrozbity nainne bloki. I wtedy okazało się,że ten straszny,Wstrętny,wrogi tłum bab- to były nasze, swoje, znajome,bliskie osoby. Ateraz? O, to już nie był naszpolski czyściutki blok, dopiero teraz zobaczyłyśmy, jak kulturalnie 57. kłóciły się nasze panie, jak wyrafinowane były ich rozmowy w porównaniu z tym, co zastałyśmy w szesnastce. Barak prostytuteki złodziejek różnych narodowości,ordynarne wrzaskliwe baby: bałyśmy się ich. Po prostubałyśmy się. Niebyło mowy o wierszach i wieczorkach, choćbynawet kulinarnych. Przenieśli nasakurat na święta wielkanocne. Niemcyczęsto w ten sposób zaznaczali święta, że urządzali jakąśszczególną imprezę wrodzaju przeprowadzki albo rewizji. Wkrótce jednak okazało się, że nowy blok nie byłpiekłem, tylko czyśćcem, apiekło dopiero miało nastąpić. Po dwóch tygodniach przenieślinas znowu do innego bloku. Jedną znajtrudniejszych do zniesienia rzeczybyłata ciągła zmiana, to rozbijaniewszelkich grup, któremogłyby ułatwić życie i osłodzić chwile samotności,dziwnej, szczególnej samotności w tłumie. Wszelkie takie próby odrazu rozbijano. Niemcy wiedzieli, jak tępićindywidualność